„Nowy Jork jest za duży. Za duży dla stałych mieszkańców, a co dopiero dla emigrantów, którzy codziennie wysypują się setkami z jumbo jetów na lotnisku JFK. Delikatnie się ich przesłuchuje, robi zdjęcia, bierze odciski palców, przepuszcza, zawraca albo aresztuje. A jak przepuszcza to zaraz potem gdzieś się gubią. Czasem coś tam o nich jeszcze słychać, że coś odkryli albo namalowali,napisali czy nakręcili. Albo kogoś zabili czy ktoś ich zastrzelił. Ale na ogół rozpuszczają się na dobre.
Wiadomo, że tu się nie śpi, żeby nie tracić czasu. Bo to miasto wytwarza wielką energię, dobrą i złą, i że jednym ona służy, a innych wykańcza. Jest tu straszny tłok- tłumy, jakie przewalają się po Manhattanie w czasie lunchu, to się w Polsce widzi tylko w czasie protestów pod sejmem. I chyba nigdzie na świecie nie ma tylu ludzi samotnych. Biednych i bogatych, kobiet i mężczyzn, którzy wieczorami zasiadają na stołkach w barach i czekają. Może właśnie z powodu tłoku samotność nowojorska jest taka bolesna.”
Janusz Głowacki, Z głowy